Kamil Sipowicz o artystce. Ostatnie chwile Kory "Potrafiła powiedzieć człowiekowi, przed którym wszyscy padali na kolana, żeby spieprzał, powiedzieć, że jej nie interesuje albo powiedzieć mu jakąś prawdę o nim" — tak wspomina ją ostatni mąż, Kamil Sipowicz. To on był przy niej, gdy piosenkarka chorowała na raka.
Córka Małgorzaty Braunek rozstała się z ukochanym. Orina Krajewska zaczęła się spotykać z raperem w 2015 roku, zaraz po śmierci swojej mamy. Byli zgrani i szczęśliwi… aż do dzisiaj.
Strona główna » Newsy » Kamil Sipowicz z ukochaną pokazali się publicznie. Coraz poważniej myślą o wspólnej przyszłości. Newsy. 30.01.2020 11:40. Autor: Zuza Maciejewska. Kamil Sipowicz zamieszkał z nową partnerką. Kamil Sipowicz jest w związku. Były mąż Kory i jego młodsza partnerka zamieszkali razem - donosi Życie na gorąco.
Piosenkarka, która sama wychowywała się bez rodziców, w imponujący sposób pielęgnowała swoją więź z synami. Wspierała ich w rozwijaniu pasji, codziennej pracy, kibicowała im, gdy zaczęli układać swoje życie osobiste i pocieszała, gdy przeżywali pierwsze miłosne rozterki. W 2011 roku Olga Sipowicz oszalała z radości, gdy
Duchowe ścieżki zdrowia - Krajewska Orina, w empik.com: 36,90 zł. Przeczytaj recenzję Siła umysłu. Siła emocji. Duchowe ścieżki zdrowia.
Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd Nợ Xấu. Kamil Sipowicz, mąż Kory, ma nową partnerkę. Kiedy się poznali i jak układała się ich relacja? Do sieci trafił oficjalny komentarz Kamila Sipowicza. Co napisał?Kamil Sipowicz przez lata był mężem Kory, którą bardzo kochał. Dowodem może być fakt, że po jej śmierci robił wszystko, by pamięć o artystce nie zanikła – nie tylko na jej temat wypowiadał się w wywiadach, ale także zadbał o to by powstał mural z jej podobizną, a miejsce pochówku było takie, jak wymarzyła sobie Sipowicz o nowej partnerce. Kiedy poznał się z Sylwią?Kamil i Kora byli razem 40 lat, a zwieńczeniem ich miłości był ślub, który wzięli w 2013 roku. Mężczyzna kochał piosenkarkę nad życie i nigdy do końca nie pogodził się jej odejściem. Okazuje się jednak, że w jego życiu jest miejsce na nowe uczucie – spotyka się z Sylwią, o której poinformowała media osoba z jego otoczenia:Sylwia jest po trzydziestce i była fanką Kory. Z Kamilem znali się jeszcze za jej życia. Ostatnio jednak zbliżyli się do siebie – zdradziła osoba z otoczenia Kamila w rozmowie z Super godzin później Sipowicz odniósł się do medialnych plotek. Potwierdził, że w jego życiu pojawiła się nowa kobieta:Przez ostatnie lata życia z Korą oraz rok po jej śmierci żyłem niejako publicznie. Jednak pod koniec lata tego roku zdarzyło się w moim życiu coś, co chciałem zachować dla siebie, zapragnąłem prywatności. Zakochałem się. Powtarzam: chciałem tym dzielić się tylko z najbliższymi ale nie udało się. Mam piękną i mądrą partnerkę, która pojawiła się w momencie mojej najgorszej rozpaczy – napisał na Sipowicz – Warszawskie Targi Książki 2016Zaznaczył, że z nową ukochaną poznał się po śmierci żony:Wbrew temu, co sugerują niektóre pisma brukowe nie spotykaliśmy się za życia Kory. Przyzwyczaiłem się, że tego typu media zazwyczaj mijają się z prawdą, ale ta „informacja” to już przesada wymagająca zakończenie, podziękował za życzliwe słowa i złożył życzenia na nadchodzący i ja chcieliśmy podziękować tym z Państwa, którzy przysyłają nam przyjazne, czułe i budujące słowa. W Sylwestra wzniesiemy toast za Wasze zdrowie! 😉 Wszystkiego dobrego w 2020 roku. 🙂 Happy Chanukah i Marry wpisem pojawiło się mnóstwo komentarzy, w których internauci życzą parze wszystkiego, co najlepsze. Redakcja Jastrząb Post się do nich Kora i jej ostatnie chwile życia. Sipowicz zdradził poruszające kulisy tuż przed pierwszą rocznicą śmierci gwiazdyKamil Sipowicz pokazał archiwalne zdjęcia KoryKora i Kamil SipowiczKora i Kamil Sipowicz w 2005 rokuZuza MaciejewskaDla show-biznesu rzuciłam politykę i zamiast oglądać wiadomości, z wypiekami na twarzy śledzę życie gwiazd. Dzień rozpoczynam od przeglądania Instagrama - kiedy odpowiednio się wkręcę, mogę scrollować go godzinami, szukając nowych ciekawostek. Na bieżąco śledzę wszystkie programy rozrywkowe, a nazwiska uczestników, wymieniam nawet przez sen.
Olga Sipowicz spełniała się nie tylko jako piosenkarka, ale także jako matka. Wokalistka Maanamu wychowywała dwóch synów – Mateusza i Szymona. Zwłaszcza ten ostatni niesamowicie przypomina Korę. Zobacz, jak Sipowicz odeszła w minionym roku. Piosenkarka pozostawiła po sobie nie tylko pogrążonego w żałobie męża, ale też dwóch synów, których wychowywała przez lata. Chociaż obecnie panowie mają już ponad 40 lat, wciąż można zauważyć ogromne podobieństwo do matki. Zwłaszcza u Szymona Sipowicza, który udziela się w syn Kory aktywnie prowadzi swój profil na Instagramie, na którym to promuje swoją największą pasję jaką jest skateboarding. Chociaż Sipowicz próbował swoich sił w różnych zawodach, to właśnie jazda na desce jest jego największą miłością:W wieku 14 lat przeprowadziłem się z Krakowa do Warszawy i większość moich nowych kolegów jeździła na deskorolce. W tamtych czasach sprzęt do skateboardingu był w Polsce niedostępny. Trzeba go było sprowadzać z Zachodu – wspominał w jednym z dlatego pierwszą deskorolkę kupił w Berlinie. Był nią tak bardzo zafascynowany, że spał z nią w łóżku, a także opuszczał szkolne zajęcia:Brał deskę i udawał, że idzie do szkoły. Gdy pod koniec roku sprawdziliśmy jego wyniki w nauce, okazało się, że w szkole był trzy razy. On jest bardzo oddany tej pasji. To jest piękne. Jak człowiek ma pasję to jest szczęśliwy – przyznał Kamil zdjęć, które Szymon Sipowicz udostępnia w sieci wynika, że jego rysy twarzy niemal są identyczne jak u słynnej wokalistki. 40-latek, podobnie jak jego mama, ma niezwykle przenikliwe spojrzenie, pełne usta oraz perfekcyjnie wyprofilowany podbródek. Szymon, w przeciwieństwie do mamy, nosi włosy do że Mateusz i Szymon mają dwóch różnych ojców. Przez lata nie przeszkadzało to jednak nikomu, by mieć zbudować kontakt z Kory przed świętami został ozdobiony wielkim neonem. Ten widok wyciska łzy z oczuNa grobie Kory pojawił się ukryty tajemniczy napis. Ten kto go znajdzie z pewnością wzruszy się do łezGroby największych polskich gwiazd. Zobacz, gdzie pochowano Korę, Annę Przybylską, Violettę VillasSzymon Sipowicz - jak wygląda syn Kory?Szymon Sipowicz - jak wygląda syn Kory?Szymon Sipowicz - jak wygląda syn Kory?Zuza MaciejewskaDla show-biznesu rzuciłam politykę i zamiast oglądać wiadomości, z wypiekami na twarzy śledzę życie gwiazd. Dzień rozpoczynam od przeglądania Instagrama - kiedy odpowiednio się wkręcę, mogę scrollować go godzinami, szukając nowych ciekawostek. Na bieżąco śledzę wszystkie programy rozrywkowe, a nazwiska uczestników, wymieniam nawet przez sen.
data publikacji: 13:47, data aktualizacji: 14:27 ten tekst przeczytasz w 4 minuty - Po chemioterapii żona tak wymiotowała, że o mało nie umarła z odwodnienia. Przez cały okres leczenia czuliśmy się pozostawieni sami sobie. Najgorszy był brak informacji – opowiada Kamil Sipowicz o zmaganiach Kory z rakiem jajnika. Onkolodzy zastanawiają, jak poprawić jakoś leczenie tego nowotworu. sciencepics / Shutterstock Potrzebujesz porady? Umów e-wizytę 459 lekarzy teraz online Śladem Angeliny Jolie Córce Małgorzaty Braunek nikt badań nie zalecił Apel chorych Jak poprawić jakość leczenia? Zapadalność na raka jajnika w Polsce należy do najwyższych w Europie. Każdego roku zostaje on zdiagnozowany u 3500 Polek, a około 2500 kobiet umiera z tego powodu. Rak jajnika jest najgorzej rokującym nowotworem ginekologicznym. Śladem Angeliny Jolie Prof. Paweł Blecharz z Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej podkreśla, że najpoważniejszym czynnikiem ryzyka zachorowania na raka jajnika jest występowanie choroby w rodzinie. Wrodzona skłonność daje 50-procentową pewność, że tak się stanie. Kolejnymi czynnikami ryzyka są kwestie związane z gospodarką hormonalną oraz ze stylem życia. Zachorowalności może sprzyjać leczenie niepłodności i otyłość. Lekarze podkreślają, że w ocenie ryzyka wystąpienia choroby wywiad rodzinny jest bardzo ważny. Kobiety, u których w najbliższej rodzinie wystąpił rak jajnika, mogą zrobić sobie badania genetyczne sprawdzające, czy one również są podatne na tę chorobę. Jeśli zostanie u nich stwierdzona obecność wadliwych genów, mogą rozważyć profilaktyczne usunięcie jajników. Trzeba jednak pamiętać, że ten zabieg nie zmniejsza ryzyka w 100 procentach. W Polsce zabieg prewencyjnego usunięcia jajników wykonuje rocznie 500 kobiet. – Niestety, mamy problem z finansowaniem takich operacji - mówi prof. Radosław Mądry wiceprezes Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej. NFZ nie chce płacić za tę procedurę. Córce Małgorzaty Braunek nikt badań nie zalecił Każda kobieta ze zdiagnozowanym rakiem jajnika, oraz członkowie jej rodziny, powinni wykonać badanie genetyczne. Tymczasem w Polsce bada się tylko 10 procent kobiet. - U wszystkich chorych na raka jajnika, istnieje konieczność przeprowadzania badań w kierunku oznaczenia mutacji w genie BRCA1 i BRCA2. Określenie tej mutacji jest ważne z dwóch powodów: po pierwsze, może mieć wpływ na dobór odpowiedniego leczenia celowanego dla wybranej populacji chorych, po drugie, może wspierać proces wczesnej identyfikacji osób z grupy ryzyka w rodzinie pacjentki i objęcia ich regularnym nadzorem onkologicznym – mówi prof. Mądry. Orina Krajewska, córka Małgorzaty Braunek, która zmarła na raka jajnika, przyznaje, że dopiero teraz pomyślała, że choroba mamy może ją również dotknąć. Kiedy matka walczyła z nowotworem, żaden lekarz nie poinformował jej o konieczności zrobienia badań genetycznych. Kamil Sipowicz zwraca uwagę, że w ogóle brakuje informacji dla pacjentów i ich rodzin. Jego żona o mało nie umarła na skutek zaburzeń elektrolitowych spowodowanych wymiotami po chemioterapii. Nikt ich jednak nie uprzedził o takich możliwych następstwach leczenia. – Pacjent boi się zadzwonić do lekarza, bo ma wrażenie, że zawraca mu głowę – mówi maż Kory. Apel chorych - W systemie opieki onkologicznej najważniejszy powinien być chory. Jako pacjentka życzyłabym sobie, aby ta prawda była realizowana w praktyce – postuluje Anna Nowakowska, prezes Stowarzyszenia Na Rzecz Walki z Chorobami Nowotworowymi "Sanitas". - Rak jajnika jest moim trudnym doświadczeniem, z którego dzisiaj czerpię siłę do działania. Gdyby nie moja determinacja i bezkompromisowość, nigdy nie przeszłabym po zawiłych meandrach systemu opieki zdrowotnej, nie znalazłabym najlepszych specjalistów, nie wyedukowałabym się w temacie radzenia sobie z chorobą. Apeluję do osób odpowiedzialnych za zdrowie publiczne, aby pomogły wdrożyć działania strategiczne w raku jajnika tak, by jak najszybciej zacząć minimalizować negatywne i dramatyczne skutki zachorowania na ten nowotwór – dodaje. Jak poprawić jakość leczenia? Nowotwór ten jest wykrywany we wczesnym stadium u zaledwie 25 proc. chorych. U ponad 70 proc. choroba rozpoznawana jest w III lub IV stopniu zaawansowania, gdzie 5-letnie przeżycia wynoszą 42,6 proc. - Brak skutecznych badań profilaktycznych i niespecyficzne objawy raka jajnika powodują, że pacjentki zgłaszają się do lekarza zbyt późno. Wykrycie choroby w I lub II stadium istotnie zwiększa wieloletnie przeżycia, nawet do 90 proc. – mówi prof. Radosław Mądry. Problem polega jednak w tym, że na całym świecie nie robi się badań przesiewowych w tym kierunku, bo ani USG dopochwowe, ani diagnostyka w kierunku markerów nowotworu z krwi, nie są doskonałymi narzędziami we wczesnym wykrywaniu tego raka. Brak specyficznych objawów i możliwości wykonywania badań profilaktycznych sprawiają, że aby poprawić wyniki leczenia, należy wytypować grupę ryzyka. Zdaniem fachowców, terapię powinny prowadzić tylko wyspecjalizowane ośrodki. Badania amerykańskie wykazały bowiem aż 24-miesieczną różnicę w przeżyciu, jeśli zabiegi operacyjne wykonywane były w szpitalach, w których przeprowadza się odpowiednią ich liczbę w porównaniu z placówkami ogólnymi. Wpływ na długość przeżycia ma bowiem dokładność wykonania zabiegu chirurgicznego. Tymczasem rak jajnika jest chorobą całej jamy brzusznej i oprócz interwencji ginekologa niezbędny jest udział chirurga. rak jajnika nowotwory choroby kobiece Dziś rak jajnika traktowany jest jak choroba przewlekła. Jak się ją leczy? Wyjaśnia ginekolog-onkolog Rak jajnika dotyka głównie kobiety po 50. roku życia. Zdarza się także u młodszych. Niestety, sporo pań trafia do lekarza w stanie zaawansowanej choroby — na... Stowarzyszenie Dziennikarze dla Zdrowia "Obudziłam się na poduszce całej we włosach". Mąż ogolił jej głowę Diagnoza "to rak" jest porażająca nie tylko dla chorego. Choroba dotyka bowiem całe otoczenie: rodziców, dzieci, krewnych, przyjaciół, kolegów i koleżanki z... Materiały prasowe Nieoczekiwany skutek zażywania witaminy D. Chodzi o raka jajnika O tym, że warto suplementować witaminę D, a jej niedobór wpływa na kondycję całego organizmu, raczej nikogo nie trzeba już dziś przekonywać. Okazuje się, że lista... PAP Zaczyna się od wzdęć i nudności. Rak jajnika długo daje mylące objawy Na początku daje o sobie znać bardzo niewinnie - wzdęciami, odbijaniem, uczuciem pełności czy biegunką. Później pojawia się wodobrzusze. W przypadku większości... Materiały prasowe Lekarze mówią o nim "cichy zabójca". Rak jajnika każdego roku zabiera prawie 3 tys. Polek Rocznie rozpoznaje się go u 4,5 tys. kobiet. Aż 70 proc. z nich nie przeżywa kolejnych pięciu lat. Każdego roku na raka jajnika umiera blisko 3 tys. Polek. – Mimo... Paulina Wójtowicz Rak jajnika to "cichy zabójca kobiet". Polki mają dostęp do przełomowej terapii Rak jajnika nazywany jest "cichym zabójcą kobiet" - długo nie daje objawów lub są one mało niepokojące. Kiedy w końcu kobieta trafia do specjalisty, okazuje się,... Stowarzyszenie Dziennikarze dla Zdrowia Rozwija się szybko, łatwo pomylić go z czymś innym. To podstępny nowotwór Rak jajnika może rozwinąć się w kilka miesięcy, a więc między jedną a drugą wizytą u ginekologa. Co więcej, nie ma żadnych badań przesiewowych, które w tym... Agnieszka Mazur-Puchała Rak jajnika i jelita grubego wyleczony u myszy w sześć dni. "Nie ekscytujmy się, ale wyniki są obiecujące" Eksperymentalny rodzaj leczenia raka przyniósł imponujące efekty w eksperymencie na myszach. Dzięki zastosowaniu specjalnie podanych cytokin udało się... Małgorzata Krajewska Mówi się o nim "cichy zabójca". Dlaczego raka jajnika często myli się z niestrawnością? O raku jajnika mówi się, że to "cichy zabójca". Początkowo nie daje on bowiem żadnych typowych objawów, a gdy sygnały już się pojawią, są bardzo subtelne. Możemy... Monika Mikołajska Pacjentki i lekarze na to czekali. Lek na raka jajnika refundowany od stycznia 2022 Pacjentki z zaawansowanym, nowo zdiagnozowanym rakiem jajnika od stycznia 2022 r. będą mogły być leczone inhibitorem PARP (niraparibem), niezależnie od obecności... Stowarzyszenie Dziennikarze dla Zdrowia
[{"id":6,"name":"actors","above5p":true,"career":{"name":"aktor"},"ranking":{"name":"Ról aktorskich","link":"#unkown-link--personRolesAjax--","url":"/ranking/person/actors/male"},"rating":{"count":2,"rate": aktorskiej"}}]4,52 oceny gry aktorskiej Dane personalne:wiek: data urodzenia: 1976 Znany zAndrzejNiestety, nie znaleźliśmy kryteria filtrowania forum osoby Szymon SipowiczNa razie nikt nie dodał wątku na forum tej swoich sił i podziel się być pierwszy! Dodaj wątek na forumDOŁĄCZ DO TWÓRCÓW
ludzie - Na niepokój odpowiadam działaniem. Byłam w zeszłym roku na strajku klimatycznym w Londynie, całe centrum zostało zablokowane, głównie przez protestujące dzieciaki. Jest mi to bardzo bliskie, bo tak naprawdę jedyne, co nam pozostaje, to połączyć siły i wspólnie budować większe dobro. Tylko tak możemy się uratować - mówi Orina Krajewska. Jesteś aktorką, ale nie ma cię na "ściankach" ani w serwisach plotkarskich. Za to robisz mnóstwo dla promocji zdrowego trybu życia: prowadzisz fundację Małgosi Braunek "Bądź", organizujesz Kongres Medycyny Integralnej, wydałaś książkę "Holistyczne Ścieżki Zdrowia. Bądź". Pamiętasz, kiedy zaczął się u ciebie zwrot w stronę eko? Wychowałam się w nietypowym, zwłaszcza jak na tamte czasy domu. Moja mama była wegetarianką, ale w latach 90. panowało przeświadczenie, że dzieci powinny jeść mięso, więc się trudziła, jak mogła, żeby nam je jakoś przemycić. A mi to mięso nigdy nie smakowało, pamiętam, że z przedszkola wracałam z kieszeniami wypchanymi kotletami. Tak jakbym od początku czuła, że mi nie służy. Gdy miałam 14 lat, zapytałam mamę, czy mogę już nie jeść mięsa, a ona się zgodziła. Nie wiem, na ile to było wtedy świadome. Tak naprawdę moja droga proekologiczna zaczęła się wraz ze wzrostem świadomości prozdrowotnej, w związku z chorobą onkologiczną mojej mamy. Zaczęliśmy wtedy szukać wszelkich sposobów wsparcia, nie tylko tych oferowanych przez system zdrowotny i medycynę konwencjonalną. To był pierwszy etap. Z czasem ta podróż zaczęła zmierzać w kierunku profilaktyki i holistycznego podejścia do zdrowia, które jest kluczowe w medycynie integralnej, przy chorobach przewlekłych, ale i w każdym kryzysie zdrowotnym. Chodzi o to, aby nauczyć się, jak zarządzać swoim zdrowiem zawczasu. A najlepsze jest to, że odpowiedzi jest mnóstwo. I gdy zaczynasz wchodzić na tę ścieżkę, to nie ma już z niej odwrotu. To świetnie pokazuje twoja książka, gdzie wspominasz i medycynę chińską, i makrobiotykę czy genetykę. Pojawiają się w niej eksperci z diametralnie różnych dziedzin i światów. Choć wydają się różne, to wiele je łączy i o to właśnie chodzi w tym integralnym, holistycznym podejściu. Tak samo jest ze świadomością, jedne decyzje pociągają za sobą kolejne, zmienia się system wartości, spojrzenie na świat. Dla mnie zmiana diety z powodów prozdrowotnych zaczęła się nierozerwalnie wiązać ze świadomością ekologiczną. Gdy się zaczyna czytać etykiety, to nie da się tego robić wybiórczo i nie zwracać uwagi na to, że w tym produkcie jest olej palmowy, przy produkcji którego cierpią zwierzęta a do wyprodukowania innego zostało wycięte pół lasu. Do tego zdrowego trybu życia niezbędne jest też dla mnie funkcjonowanie w naturze. Czyta-łam, że stwierdzono już nawet nową jednostkę chorobową "nature deficit disorder". Brakuje nam natury, do tego dochodzi elektrosmog, wszechobecne detergenty, zanieczyszczone powietrze, co skutkuje masą chorób, zaburzeniami psychicznymi i fizycznymi. Najlepiej by było wyjechać w Bieszczady i hodować swoją marchewkę, ale nie wszyscy mogą. Ty nie dałabyś rady zarządzać fundacją z górskiej chatki. Jak to pogodzić? Miałam w zeszłym roku bardzo duży kryzys z tego powodu i w kółko zastanawiałam się, gdzie leży granica mojego zaangażowania. Przykro mi, że teraz w pandemii znów wróciły plastikowe rękawiczki, torby, a już byliśmy na dobrej drodze, plastik zaczął uchodzić za obciach. Miałam ogromny dysonans, jak mam się zachować, bo przecież nie jestem w stanie skontrolować wszystkiego i wycofać się z życia. Mojego tatę odwiedził przyjaciel, który jest wspaniałym nauczycielem buddyjskim i podzieliłam się z nim swoimi wątpliwościami. On to pięknie ujął, że wszystko zależy od tego, jaką masz misję w życiu i czy ona się przekłada na większe dobro. Na ten moment nie wyprowadzę się z miasta ale robię, co w mojej mocy, aby minimalizować nieekologiczne działania. Myślę że to ważne, by nie wpadać w ekstremizmy, bo następuje potem polaryzacja. Jestem za wyważonymi, ale zdecydowanymi zmianami, takimi które biorą pod uwagę złożoność problemu. Dlatego tak bardzo podoba mi się koncept diety planetarnej, która z jednej strony jest prozdrowotna - dobra dla nas, ale wprowadzenie jej poskutkuje wsparciem planety. Wszyscy naukowcy i profesorowie, którzy nad nią pracowali, mówią, że takie podejście wymaga radykalnych zmian, na poziomie globalnym. I dla wielu osób to jest dobra wymówka albo usprawiedliwienie, bo po co mam coś robić, skoro mój wpływ na losy świata jako jednostki jest minimalny i to i tak nic nie zmieni. Mamy wpływ na te zmiany swoimi małymi krokami, codziennymi wyborami. Np. kilka lat temu mleko roślinne było w jednym sklepie, teraz jest wszędzie, i to tylko dlatego, że my jako konsumenci wybieramy taki produkt. Dlatego wierzę, że jesteśmy w stanie wpłynąć na rynek świadomymi decyzjami, bo on momentalnie odpowiada na nasze zapotrzebowanie. Nie chodzi o radykalizację, aby od razu wyrzucić pół domu. Trzeba w to uwierzyć, wtedy to przychodzi samo, naturalnie, bez wysiłku, w konsekwencji przekonań, że słusznie rezygnuję z czegoś, co nie zgadza się z moim poczuciem moralności i systemem wartości. Tak było u mnie np. z rzuceniem palenia. W pewnym momencie po prostu przestałam mieć ochotę na papierosy. W ogóle mam wrażenie, że to podejście mnie uratowało. Kiedyś doświadczałam różnych stanów wewnętrznych, nie byłam w dobrych miejscach sama ze sobą. A ta wewnętrzna aktywizacja nawet w takich malutkich codziennych wyborach, wzięcie za siebie odpowiedzialności ma ogromne przełożenie na jakość życia. A zdarzają ci się jakieś słabości, odstępstwa, guilty pleasures? No pewnie, uwielbiam dobre jedzenie i czasem mnie nachodzi na fryteczki (śmiech) czy wino. Na szczęście na Żoliborzu odkryłam winiarnię, gdzie mają świetne organiczne wina. Wszystko jest dla ludzi, nie chodzi o to, by sobie czegoś odmawiać na zawsze, bo wtedy prędzej czy później i tak się złamiemy. Profesor Li Jie, wspaniały profesor tradycyjnej medycyny chińskiej powiedział mi, że jeśli ktoś ma się stresować tym, że nie zje ciastka, to niech je sobie zje, jak ma ochotę, cieszy się tym i nie robi sobie wyrzutów sumienia, bo bardziej sobie zaszkodzi tym stresem niż ciastkiem. Ja robię to wszystko nie po to, żeby się napinać, tylko żeby czuć się lepiej. Nie jestem stricte weganką, bo zdarza mi się zjeść nabiał kozi czy jajko z dobrego źródła, jak czuję, że potrzebuję protein. Nie zjadłabym jajka z chowu klatkowego, ale gdy mój organizm się czegoś domaga czy jestem osłabiona, to nie odmawiam sobie tego. Na pewno warto wybierać jedzenie świadomie, wiedzieć, skąd pochodzi. Dobrze, by było lokalne, bo takie nam najbardziej służy, i organiczne. Choć od Agnieszki Cegielskiej, która jest ekspertką w tym temacie, dowiedziałam, się, że np. dynia nie musi być organiczna, bo ma tak grubą skórę, że i tak nic przez nią nie przejdzie. Za to np. goździki muszą, bo zbierają wszystkie toksyny. W Warszawie i dużych miastach ta świadomość w kwestii diety, ekologii, zdrowia rośnie. Ale ty starasz się też dotrzeć tam, gdzie ta wiedza jeszcze nie dotarła. Bardzo się ucieszyłam, gdy ostatnio przeczytałam w didaskaliach scenariusza serialu w którym na co dzień gram, że moja postać pije wodę z adnotacją "nie z plastikowego kubka". Cieszę się, że produkcja zaczęła zwracać na to uwagę, to ma wielką siłę dotarcia. Choć obserwujemy wielki skok świadomości, to przecież wciąż są miejsca, gdzie pali się w piecu kaloszami, a rak uchodzi za chorobę zaraźliwą. Od dawna zastanawialiśmy się w Fundacji jak wyjść z prozdrowotną, wiarygodną wiedzą do ludzi którzy nie mają jej skąd czerpać. Jestem bardzo dumna że we wrześniu rusza nasz nowy fundacyjny projekt, który przeprowadzimy dla mieszkańców powiatu piaseczyńskiego. Będą to dwa cykle webinarów poświęconych zdrowemu stylowi życia i prewencji chorób cywilizacyjnych. Bardzo się cieszę, że samorząd dał nam tę możliwość. Chcemy ten projekt w przyszłości skalować. Mam nadzieję że kolejne gminy będą nim zainteresowane. Wierzę, że trzeba dotrzeć tam, gdzie wiedza jeszcze nie dotarła. Wiedzę na temat zdrowia szerzysz też podczas Kongresu Medycyny Integralnej. Niestety, pandemia, pokrzyżowała wam plany. Za nami bardzo trudna decyzja, niestety ze względów bezpieczeństwa musieliśmy odwołać kongres stacjonarny, zdecydowaliśmy się jednak na organizację kongresu online. Nikt z nas w Fundacji nie jest specem od IT, więc to duże wyzwanie, uczymy się i ciężko pracujemy. Premiera zaplanowana jest na październik. Nagrane wcześniej wykłady będą dostępne cały czas, aby każdy mógł je obejrzeć w dogodnym dla siebie momencie. Doktor Partap Chauchan, autor wielu książek, który wspaniale tłumaczy ajurwedę na język zachodni, nagrał dla nas swój wykład w Indiach. Wspomniałyśmy o pandemii, która dla większości z nas była trudnym okresem. A Ty jak go przetrwałaś? Poza tym, że bardzo brakowało mi natury, to dobrze się czułam sama ze sobą, dbałam o siebie, dużo czytałam, ćwiczyłam jogę, czasami nawet dwa razy dziennie. Trudny okazał się dla mnie powrót, aby ze stanu "intro" wejść znów w tryb codziennej aktywności. Rozluźniłam się wtedy z praktyką, nie ćwiczyłam regularnie i bardzo to odczułam na psychice. Joga tak samo jak terapia jest jednym z moich filarów dobrostanu. Ostatnio intensywniej wróciłam do wszystkich pomocnych mi metod. Gdy czuję, że się gubię, potrzebuję trybu awaryjnego, wtedy wprowadzam wszystko to, co mi pomaga. Wróciłam do swoich rytuałów, codziennej praktyki jogi, medytacji, akupunktury, która stawia mnie na nogi. Staram się uważnie i regularnie jeść. Byłam też w cudownym miejscu - Kalejdoskop Terapie Holistyczne w sonorze. To rodzaj instrumentu w kształcie tuby, w której leżysz przez godzinę a przez twoje ciało prze-chodzą fale dźwiękowe. Po takim seansie czuję się naprawdę zrelaksowana i skontaktowana ze sobą. Podobnie po spacerze w lesie. Mieszkam na Starówce, mało tam zieleni, ale niedaleko mam park Krasińskich. Kiedy tylko mogę, staram się wychodzić tam popracować, aby jak najwięcej być w naturze. Pozostając w temacie natury, często podkreślasz, że takim wyjątkowym miejscem są dla ciebie nadmorskie Dębki. To moje miejsce na ziemi. Plaża morze, wydmy, las. Nie żyję bez Dębek, chyba bym uschła, gdybym raz w roku tam nie pojechała. Dla mnie to jest miejsce mocy, tam się "ładuję", drugiego dnia nie pamiętam kiedy przyjechałam i do kiedy mam zostać. W tym roku pojechałam z przyjaciółką, jak tylko dojechałyśmy wzięłyśmy wino i poszłyśmy na plażę. Idąc przez las, zobaczyłyśmy że był cały w świetlikach, magia! Nie widziałam ich od lat. Jeżdżę tam od dziecka, mój tata ma tam domek. Po drugiej stronie jest pole namiotowe, mój brat do tej pory na nim nocuje. Jesteśmy bardzo związani z tym miejscem, chciałabym mieć tam całoroczny dom i siedzieć w nim od wczesnej wiosny do późnej jesieni. Boli mnie, jak widzę śmieci czy brukowaną ścieżkę pośrodku lasu. Wszystko, co związane z degradacją środowiska jest dla mnie skrajnie egoistyczne. A jednocześnie destrukcyjne, bo przecież mamy jedną planetę i szkodzimy sami sobie. Dużo się ostatnio mówi o depresji klimatycznej. Ale ty zamiast załamywać ręce, pokazujesz, że można, a wręcz trzeba zakasać rękawy i działać. Dopada mnie czasem lęk o przyszłość, ale wzbudza to we mnie postawę proaktywną. Na niepokój odpowiadam działaniem. Byłam w zeszłym roku na strajku klimatycznym w Londynie, całe centrum zablokowane, głównie dzieciaki. I jest mi to bardzo bliskie, bo tak naprawdę jedyne wyjście to działać, budować większe dobro. Tylko tak możemy się uratować. Mnie dzięki temu udało się poznać wspaniałych ludzi, od naukowców, lekarzy, którzy są dla mnie autorytetami, po moich współpracowników z fundacji. To poczucie wspólnoty buduje, napędza. Wzmacniamy się i uzupełniamy. Jestem bezgranicznie wdzięczna wszystkim najbliższym mi osobom w fundacji od których tak dużo się uczę i od których mam ogromne wsparcie. O wszystkich rzeczach związanych z zarządzaniem, nie miałabym bez nich zielonego pojęcia. Fundacja nie może istnieć w chmurze. Przed kongresem, który jest dla nas wielkim wyzwaniem, gdy ktoś ma chwilę zwątpienia, nawzajem się podbudowujemy i motywujemy. Integracja mówi o łączeniu, byciu i działaniu razem. Bardzo w to wierzę. Medycyna integralna jako podejście w medycynie jest oparte na racjonalnych przesłankach i naukowych dowodach. Zawsze się trochę obawiam oporu ze strony ścisłych umysłów, naukowców, ale myślę że jest coraz więcej otwartych, świadomych lekarzy którzy chcą z nami współpracować, bo wierzą, że zmiany muszą być zaprowadzone. Wśród nich są choćby Ania Wójcicka, prezeska fundacji Warsaw Genomics, profesor neurochirurgii Paweł Nauman czy wybitny profesor genetyki Jan Lubiński. Nie chodzi o to, by dzielić, budować podziały, tylko tylko jednoczyć się i szukać tego, co dla nas najlepsze. Bo możliwości jest wiele, jeden pójdzie na jogę, drugi na spacer, trzeci pobiegać. Ktoś będzie jadł wegańsko, inny makrobiotycznie, a jeszcze ktoś będzie jadł mięso, bo tego potrzebuje, ale będzie wybierać to mięso ze świadomego źródła. Dziś w zasadzie nie wypada już nie być eko. Widać to też w polskiej modzie i branży kosmetycznej. Cieszy cię to? Bardzo! Podoba mi się, że jest tak dużo fajnych marek naturalnych kosmetyków, które powstają z serca, są proekologiczne i lokalne. Ważne dla mnie jest wspierać ich działalność. Do moich absolutnych ulubieńców którym ufam bezgranicznie należą Purite, używam ich kremów, dezodorantów i mydeł. Naturativ ma wspaniałe balsamy, scruby do ciała, uwielbiam Iossi, zwłaszcza za cudowne zapachy. Rzadko się maluję, ale mam problem z przebarwieniami, moim nowym odkryciem jest wspaniały, odżywczy krem koloryzujący Fridge. Prawie całkowicie przestawiłam się na naturalne polskie kosmetyki, zostały mi tylko szampony i odżywki. Wybieram albo Balmain. Mam też słabość do perfum Toma Forda Patchouli Absolu, ale od kilku miesięcy właściwie całkowicie przestawiłam się na olejki eteryczne. Szczególnie kocham kadzidłowy i z drzewa kadamb, który dostałam od przyjaciół wracających Waranasi. Tak bardzo zakochałam się w tym zapachu że jak mój tata jechał do Indii poprosiłam go, żeby przywiózł mi ten olejek. Nakupował różnych, ale to nie było to. Kolejny podróżujący do Indii przyjaciel mojego ojca się nade mną zlitował i odnalazł źródło - pana który wytwarza olejki. Jestem mu bardzo wdzięczna. Te dwa flakoniki są dla mnie cenniejsze niż złoto. Aromaterapia jest niesamowita, naturalne oleje eteryczne są bardzo pomocne przy leczeniu wielu schorzeń. Zapachy, wiadomo, to subiektywna, bardzo indywidualna kwestia. A na co zwracasz uwagę przy wyborze kosmetyków? Ważny jest dla mnie nie tylko skład, ale i przesłanie, unikam kosmetyków z dużych koncernów. Tak samo z ubraniami, nie chodzę do sieciówek, bo rzeczy stamtąd, choć tanie, po trzech praniach nadają się do kosza, a to wszystko odbywa się kosztem ogromnego wyzysku i szkód dla planety. Na szczęście jest dużo polskich marek, np. NAGO, mają ubrania z organicznej bawełny. Znad morza przywiozłam sobie bluzy Baltiki. Od Ani Kuczyńskiej mam spodnie, to są ubrania od zawsze na zawsze. Jestem teraz w procesie zmniejszania szafy, dużo rzeczy oddaję, sprzedaję. Powoli dążę do tego, żeby mieć to, co najpotrzebniejsze ale takiej jakości żeby służyło przez lata. I to podejście wydaje mi się bardzo spójne z tym, co mówisz o profilaktyce i o czym pisałaś w swojej książce "Holistyczne ścieżki zdrowia. Bądź". Będzie druga część? Pracuję nad nią, do końca roku planuję skończyć. Ale ten proces jest inny niż przy poprzedniej. Nie chcę jej robić pomiędzy innymi aktywnościami, potrzebuję skupienia. Uczę się tego, aby nie pędzić, uspokajać się, dawać sobie przestrzeń. Po prostu być w zgodzie ze Materiały prasowe
orina krajewska i szymon sipowicz